Dlaczego zdjęcia tyle kosztują?

Pewnie większość z Was zastanawia się, dlaczego sesje zdjęciowe w studiu fotograficznym kosztują tak dużo? Często wiele osób jest przerażona tym faktem tłumacząc to, że cena jest zbyt wygórowana, jak na zwykłe „pstrykanie”.

No właśnie, warto pochylić się nad tym tematem. Czy rzeczywiście sesja w studiu fotograficznym polega tylko na zwykłym, beznamiętnym „pstrykaniu”? Jeśli tak, to dlaczego zdjęcia różnią się od tych, które wykonujemy smartfonami czy nawet domowymi amatorskimi aparatami? A nawet i profesjonalnymi, które mamy w posiadaniu? Dlaczego o wiele chętniej spoglądamy na zdjęcia osób znających się na fotografii?

Cechą charakterystyczną fotografii studyjnej jest to, że mamy pełną niezależność, jeśli chodzi o manewrowanie światłem. Możemy doświetlić każdy element wedle własnego uznania, czego nie jesteśmy w stanie osiągnąć wykonując zdjęcia choćby smartfonem. / fot. Krystian Janik

Spróbujmy wydrukować sobie zdjęcia ze smartfona i porównać np. do tych, które były zrobione powiedzmy 30 lat temu przez zakład fotograficzny. Jaka jest różnica?

Na cenę sesji zdjęciowych ma wpływ bardzo wiele czynników. Nie należy do nich bynajmniej szybka chęć wzbogacenia się fotografa, bo jest to zwyczajnie niemożliwe. Fotografia bowiem cały czas jest dobrem luksusowym, z którego korzysta stosunkowo niewiele osób. Jest to jednak temat na inny tekst. Spróbuję tymczasem omówić kilka podstawowych przyczyn stosunkowo wysokiej ceny zdjęć.

Najistotniejszym czynnikiem jest przede wszystkim sprzęt. Żeby wykonać profesjonalne zdjęcie musi zostać spełnionych szereg warunków. Jednym z nich jest posiadanie co najmniej przyzwoitego sprzętu, właściwego oświetlenia, odpowiedniej przestrzeni itp. Niestety, ceny sprzętu liczone są najczęściej w grubych tysiącach złotych, a wyposażenie studia zwykle przekracza kilkadziesiąt tysięcy złotych (są i takie, które mają sprzętu za ponad 100 tysięcy złotych).

Kolejną przyczyną stosunkowo wysokiej ceny zdjęć jest pomieszczenie, w którym wykonywane są zdjęcia. Warto ten temat poruszyć oddzielnie.

Żeby pomieścić się ze wszystkim i dać modelowi komfort pozowania potrzeba wielu metrów kwadratowych powierzchni. Za taką przestrzeń zwykle najmujący każe sobie słono płacić. Dlatego też ta cena często wliczona w cenę sesji.

Żeby zilustrować ten problem, spróbujmy zrobić w domowych warunkach zdjęcie osobie leżącej np. na podłodze, żeby w kadr nie wszedł nam żaden element (łóżko, ława, kable, dywan, wazon, listwa na podłodze itp.). Trudne, prawda? Niestety, jeśli w domu nie mamy pustej przestrzeni, a zwykle nie mamy, bo nie do tego służy nasze mieszkanie żeby było puste, wówczas nie mamy komfortu fotografowania. Naturalnie, możemy robić pionowe kadry, ale i tutaj mamy ograniczone możliwości, bo jesteś uzależnieni od wysokości mieszkania, tego, jak światło się odbije, jakim oświetleniem dysponujemy itd.

Kolejna sprawa, to zużycie materiału. Wszystko, czego używamy po pewnym czasie przestaje nam służyć. Poczynając od migawki aparatu, poprzez baterie w wyzwalaczach, a skończywszy na tłach, które często trzeba zmieniać ze względu na zadeptanie.

Na cenę mają też wpływ umiejętności fotografa. Ten z kolei, żeby móc oferować wysokiej jakości zdjęcia, musi nieustannie się edukować. O tym, że edukacja kosztuje, nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać. Tak niestety jest i nie ma drogi na skróty.

Sam z zażenowaniem spoglądam na swoje „dzieła”, które wykonywałem powiedzmy kilkanaście lat temu. Pomijając wiele podstawowych błędów, moje zdjęcia były po prostu brzydkie. Wtedy oczywiście uważałem inaczej. Ale w ostatnich latach postanowiłem mocniej zgłębić tajniki fotografii i widzę, jakie błędy popełniałem, jakie błędy popełniają inni i wiem, jak można je wyeliminować (np. naprawiając zepsute zdjęcia lub unikać pomyłek w kolejnych zdjęciach). Alfą i Omegą nie jestem i nigdy nie będę, ale cały czas doskonalę się w tym fachu. Fajna droga, która – prawdę mówiąc – nie ma końca.

Dodaj komentarz